wtorek, 2 sierpnia 2016

Why Not? |H.S| Part 1

NiBrrr
Szkolny dzwonek daje znać ze powinnam ruszyć w stronę klasy. Czyżby? Raczej tak. POWINNAM. Nie jestem typem kujonki ktora za wszelkie cele obstawia sobie powodzenie w nauce i szkole. Cóż, najgorszych ocen nie mam ale nie przesadzajmy z tzw Lizaniem sie do nauczycieli. Ta dziewczyna stojąca właśnie przy szafkach, spogladajaca po rozleglym korytarzu wypatrując swojego "crash'a" to ja. Mam jasno brązowe włosy splecione w dwa warkocze w stylu Kylie Jenner. Mam okolo 170 cm wzrostu, długie nogi i jestem szczupla mimo ze mam swoje "kobiece" kształty.  Mój makijaż mówi samo za siebie. A przedewszytskim moje brwi które są praktycznie jedyna podkreslona przeze Mnie częścią twarzy. Pokazują ze jestem diabelkiem pod przebraniem. Mam grube ciemne brwi paujace do mojego ubioru, koloru włosów, układu twarzy, charakteru i wielu innych rzeczy na które nie chce zbędnie tracić czasu by je wymienić. Poprostu pasują do Mnie idealnie. Ja tu sie skupiam na brwiach a wy dalej nie wiecie o mnie nic. Jestem Celine i jestem blogerka. O moim blogu w szkole wiedzą tylko bardziej zaufane mi osoby choc naprawde dużo osób widuje ze przesiadują na nim szukając odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Do klasy właśnie wchodzi nauczycielka ustępując uczniom drogę do wejścia. Wchodzę razem z nimi. Tak jak mówiłam, nie jestem pupilem ale bez przesady. Za Mną wchodził on. Można się domyślić o kim mówię. Dodajmy ze nie mam u nikogo szans wiec jestem wolna droga wyjścia. Czasem zastanawia mnie czemu ludzie czytają bloga osoby chamskiej, czasem agresywnej, Malo lubianej, pyskatej nastolatki a nie np jakiegoś aniołeczka który ma wręcz wyśmienite oceny.  Cóż, ewidentnie wola by mówił im to ktos z "doświadczeniem życiowym". Noi ja chyba właśnie do takich należe. Wracając do tego co jest tu i teraz. Wchodzimy do klasy. Staram sie zachowywać naturalnie lecz mimo moich staran nie jestem perfekcyjna. Mam wiec okazje do ukazania mojej niezdarności.  Właśnie przypadkowo upadl mi zeszyt. Przynajmniej tak by stwierdzily osoby obok mnie. Choc ja doskonale zdawalam sobie sprawę z tego że puszczam ten przedmiot z moich rąk. Bądźmy ze sobą szczerzy. Kto by nie upuscil czegos by schylić sie przed swoim kraszem? No chyba ja. Moja taktyka o ile można to tak nazwać, nie jest zbyt oryginalna ale zawsze to cos.
- Celine.. Ja nic wcale nie mowie ale twoja dupa zaraz sprawi ze wszyscy będziemy mieli spóźnienia.
-Hmm? Jak ci moja dupa przeszkadza to ja poprostu omiń.
-Po co? Tu jest wejście do klasy a to ze na dzień dobry wita mnie takie cacko to wiesz nie zamierzam...
-A ja nie zamierzam patrzec na twoja buźkę okej?
-Laska nie tak ostro bo ci brwi odlecą..
Przysunelam sie dużo bliżej ze teraz praktycznie stalam z nim twarzą w twarz stanelam na palcach i rzeklam:
-Spieprzaj od moich brwi bo jak tylko szkola sie dowie o TEJ SYTUACJI z imprezy to nie będzie ci tak przyjemnie.
Uśmiechnęłam sie szyderczo i odeszlam.
***
-Ejj co myślicie o tym całym Tonym? - gdzies z konca szatni do wf dobiega pytanie, chyba od Emily.
-To ten nowy? - Tym razem mówi Angela. Ulubienica mojego kraszunia. Heheh..
-Tsa.. -tym razem mowie ja. - Mysle ze jest calkiem spoko i wiesz ciacho tez nieźle.
-Podoba ci się ? -Spytala Natalie  prawie ze w tym samym czasie co Vanessa.
-Nie wiem - westchnęła Emily. -I ja juz wiem co wam w głowach siedzi ale nie. To co innego.
Juz mowie o co chodzi. Emily przez pewien czas co sekundę widziała praktycznie chłopaka 10 na 10. Czy to nie to samo? Nie wydaje mi się, by to było to. Wtedy przez jakies wydarzenie miała na nosie różowe okulary. Potem zjawil sie Harry... Przez którego przez dlugiiii, dlugi czas  nienawidzila, a wręcz gardzila facetami. Można domyślić sie ze poprostu zlamal jej serce. Nigdy nie patrzyłam na niego pod katem tego złego. Ehhh..  Nie wiem dlaczego. Nie miałam z nim nigdy bliższego doświadczenia. 
***
-To jak laski jutro Starbucks ? 10? - Claudia poruszyla temat cotygodniowego wypadu z dziewczynami.. Na który i tak nie idę, rodzice...
-Nie wiem jak wam ale mi pasuje- wyszlo sobie z ust Kate.
- Nam tez- Powiedziała Alice wskazując na Julie i Emily .
-Noi my normalnie ze ta.. -Powiedziała Victoria. -A ty Celine? Możesz iść czy rodzice wciąż ?
-Norma- westchnelam.
- A ok. -powiedziała szybko Suzy.
Mam dość duza klasę bo liczy aż 36 osób. Ruszamy zwarta grupa po chłopaków i będziemy sie kierować w stronę naszych domów i przystanków autobusowych. Nagle mój telefon daje o sobie znać, co się nie zdarza zbyt często. To tylko .... Felipe?
Cos tu nie gra. Nie gadalam z nim dobre pól roku, po naszym zerwaniu. Raz kozie śmierć.
-Halo? Celine mam maxx big prośbę.
-Ciebie tez milo słyszeć - powiedziałam zirytowana- O co chodzi ze tak nagle postanowiłeś sie odezwać?
- No tak jakos wyszlo. W każdym razie czy może chcialabys.. Emmm... - ups, chyba nie wie jak to ująć, peszek. - ...bo wiesz u mnie w rodzinie szykuje się ślub i nie mam za bardzo z kim iść i pomyślałem ze...
-To chyba zle pomyślałeś. Pol roku nie dajesz o sobie nawet znaku życia i ode mnie nagle czegos wymagasz..
-Czyli nie zgadzasz sie iść ze mną jako osoba towarzysząca? -powiedzial z zawiedzeniem dobrze słyszalnym w jego glosie, wręcz błagalnym.
- Ehhh ... -Spojrzałam w kierunku dziewczyn które skinęły jedynie głowami na znak ze powinnam się zgodzić.- Dobra, niech ci będzie, zgoda.
-Serio? Boże ko...  -przystał na chwile. Wiedział co za chwile moglo sie wydarzyć gdyby dokończył swoja wypowiedz.
-Nie kończ nawet. Przeszłość zostaw w spokoju.
-Oczywiście szefowo. Ty tutaj rządzisz -zachichotałam. -To pa
-Papa.
Obydwoje uznaliśmy ze to co miedzy nami bylo bledem. Dla żadnego z nas na koniec nie bylo pozytywów. Nie kłóciliśmy się, ani nic z tych rzeczy ale nie zwracaliśmy jakos maxx dużo uwagi naszemu związkowi. W każdym razie bylo, minęło. Każde z nas ruszyło na przód. I to chyba najważniejsze.
***
Właśnie wsiadam do autobusu. Wyjmuje wczesniej zakupiony bilet i kasuje go by jak najszybciej zajac jakieś miejsce siedzące. Na słuchawki zapuszczam sobie "She look so Perfect"  5SOS. Rozglądam sie za miejscem. Jedyne które jest wolne to obok Harry'ego. Kurczę? Podchodze zdejmuje sluchawke z ucha i wprost bez skrupułów pytam:
-Wolne tu Styles?
-Jasne. Siadaj.
Ja i Harry jestesmy z jednej dzielnicy a wręcz z jednego osiedla. On się zbyt sfejmił żeby sie z nim częściej widywać niż podczas drogi do szkoly i z powrotem.
Harry puścił mnie od okna bo wie ze uważam tamto miejsce za bardziej bezpieczne. W porównaniu z reszta klasy ja dalej utrzymuje kontakt z nim, o ile tak to można nazwać. Poprostu nie odrzucilam go. Chyba jako jedyna znalam prawdziwą przyczynę zerwania jego z Emilią. To on mnie nauczył zbyt wielu rzeczy jak się przeprowadziłam tu, do Londynu. Kiedy ledwo znalam angielski. Wiec czemu miałby mi tego nie powiedzieć. Nigdy nie powiedziałabym ze  jestesmy przyjaciółmi czy cos w tym stylu.  Starzy znajomi. Tyle , chyba.
***
Cala drogę siedzimy w ciszy. Hazza postanowił ja przerwać.
-Emily dalej ma mi tamto za zle?
Spojrzałam na niego. Byl lekko spięty.
- jest nieświadoma sytuacji. I to chyba dlatego. Gardzi toba ale juz nie tak bardzo jak wczesniej przynajmniej przy mnie.
-Myślisz ze ona cos podejrzewa?
-Ona nie. Szybciej dziewczyny zaczną niedługo podejrzewać, bo to jest coraz bardziej widoczne. To nie takie latwe.
Zapewne nikt nie wie o czym mówimy,hihi.  Kiedyś wam powiem.
-Cóż, przydałaby się tu twoja pomoc...
Spinam usta. Ehh... Jakas racjonalna odpowiedz?
-Hmm... Wielki pan Styles potrzebuje mojej pomocy?
Dobra, mogłam pomyśleć zanim cokolwiek powiedziałam.
-No dla ciebie mogę być wielki ale do pana mi brakuje. -zasmial sie.
-Spaduwa od mojego 163.
Zasmial sie jeszcze głośniej. Spojrzałam wręcz wzrokiem bazyliszka. Uniosl brwi a jego konciki ust drgaly w powstrzymaniu od wybuchnięcia falą śmiechu.
-Dobra to mam jeszcze jedna prośbę -buchnal śmiechem, tak ze polowa pasażerów spojrzała się w nasza stronę.  -Nie chce byśmy zostali nagrani czy żeby ktos podsłuchał to co mam ci do powiedzenia.. Wiec...
-Mów Styles do rzeczy - powiedziałam szybko.
-Możesz przyjść do mnie dzisiaj ?
Ta, jak rodzice mi na głupie wyjście z klasa do galerii nie pozawalają to mi do niego pozwola.
-Jak pozwola mi to nie ma sprawy.
-O to sie akurat nie martw - puścił oczko.
***
-Mamo, wychodzę do Hazzy, mogę?
-Jasne. Tylko weź klucze.
Dziwne ... Mama nigdy mi na nic nie pozwalala. Tylko siedzenie w domu i nauka... I tak zamiast sie uczyć to najczęściej siedziałam z nosem w brudnopisie, lub w telefonie. Cóż, takie życie... Wole siedzieć na blogu albo w mediach czy nawet cos szkicować niż w kolko powtarzać materiał. Nie kręcą mnie takie rzeczy.. Norma u młodzieży w moim wieku. Biorę torebkę i wychodzę z domu zabuerajac po drogę najpotrzebniejsze rzeczy. Żegnam się krótko z rodzicami i opuszczam mieszkanie.
***
-No nareszcie przyszła gwiazda... -powiedzial uradowany Harry gdy zobaczył mnie w progu drzwi. Uśmiechnęłam sie do niego przelotnie,a moje poliki pokryly sie lekko widocznym rumieńcem. On najwyraźniej to zauważył bo usmiechnal sie promiennie ukazując swoje zęby. Heh...
-Jestem najszybciej jak mogłam wiec nie narzekaj Styles. -zasmialam sie w kierunku lokowatego.
Ruszyliśmy w stronę jego pokoju gdzie czuć bylo naprawde dużo MESKICH zapachów. Czytaj: Pot, perfumy i inne duperele do utrzymywania czystości w okolicach dla facetów calkiem normlanych. Gdybym ja miała zacząć sie golić.. Ugh.. Co to by bylo. Racja. Nie polecam..  Siedliśmy na kanapie w jego pokoju i teraz juz wcale niw przeszkadzala mi atmosfera miedzy nami i to gdzie, jak, po co się znajdujemy.
-To jaka oto masz do mnie prośbę ? -powiedziałam udając lekko powazna, choc  wszyscy doskonale wiemy jaka jestem naprawde.
-To zacznijmy od tego ze jutro idziesz ze mną do galerii i.. Nie słyszę wymówek bo mama ze mną ci na wszystko pozwoli, puścił oczko i sie zaśmial.
-Jak to jutro? A skąd wiesz ze może nie jestem umowiona?
-heheh.. Wiem dlatego ze wiem ze twoi rodzice cie nigdzie nie puszczają. Ja to wyjątek.
Ehh.. Nie wiem co powiedziec. W sumie Styles ma racje. Czemu no... (jek rozpaczy).
***
Budzik budzi mnie ze snu. W glowie szumi mi jedno zdanie które tam padło. "Nigdy nie zapomnij ile dla mnie znaczysz". Co ono miało oznaczać. Tym bardziej ze zostały wypowiedziane przez niego i.. Nie byl to mój krasz lecz Styles. Dlatego mnie to tak zaskakuje. My nawet nie jesteśmy w bliskiej relacji. No właśnie.  Wiec, co go skłoniło by nagle spędzić ze mną troche czasu. Jeśli nie robi tego dla beki. Spytam go jak będziemy w galerii. Otworzyłam oczy naprawde szybko i szeroko. GALERIA, DZISIAJ!! Czej... Jaki mamy tajm?
9:40?!?!?!?!?!? Mam 20 minut zanim wbije tu Styles po mnie. Rodziców juz nie ma wiec nikt i nic go nie powstrzyma... Za późno. Ktos dzwoni do drzwi. Podnoszę sie zakładam szlafrok. No sory bardzo, w samej koszuli nie pójdę.  Podchodzea następnie  zerkam przez judasza i otwieram drzwi Harremu.
-Hej. -uśmiechnął się szyderczo. Zrobiłam tzw kaczkę i wpuściłam go do środka.
-Szybciej sie nie dalo? Powiedziałam z lekkim podirytowaniem ze Harry tak szybko jest juz u mnie.
-wiesz jak byłbym szybciej to może bym jeszcze sie na cos zalapal. Powiedzial wiadomo że ze skojarzeniem, bo inaczej odebrać tego po jego tonie nie mogę odebrać.
-Dobra, dobra nie rozmarzaj sie tu Styles. Siądź łaskawie na dupie w salonie i poczekaj aż sie ubiorę i przygotuje. - wskazałam ręką drogę do salonu, a sama ruszylam w stronę sypialni. Podeszlam do szafy z której wyciągnęłam czarne rurki z dziurami i crop top. Wzięłam jeszcze bieliznę i ruszylam w stronę łazienki.
Spojrzałam w stronę Harrego mówiąc bezglosnie zaraz wracam. Zamknęłam drzwi w łazience, przebralam sie i pomalowałam. Umylam jeszcze zęby i wyszłam z łazienki gotowa. Zajęli mi to mniej niż zwykle.
-Idziemy. - powiedziałam do Harrego który zdarzyl sie rozgoscic w moim domu. Mamie powiedziałam wczoraj o tym ze wychodzę z Harrym i sie zgodzila. Okej.. To jest podejrzane. Haha. Weszłam jeszcze na gore zabierając porponetke. Zamknęłam drzwi i zaczelam iść w stronę galerii. Czekaj?! A Harry gdzie? Odwracam sie a on się szczerzy.
-Jak wolalas iść piechota to mogłaś powiedziec to bym nie bral auta. -zaśmiał sie. Aha? Okej...
-Te czarne auto to twoje? -powiedziałam tak ze zaraz potem smiechlam.
-Ta. I sie nie śmiej. Ja mam przynajmniej jakim cudeńkiem jeździć na podryw.
-Ta. Tym Bentleyem to duzo ci pewnie ulega, ze nie masz żadnej laski. -zasmialam sie jak głupia.
-Po co mi dziewczyna ? Mam ciebie.- Zasmialam sie i uśmiechnęłam na jego słowa. -Sama nie masz chłopaka to co się wypowiadasz.
-Mam.
-Ciekawe kogo?
-Stefana.
-Pies czy dziecko, czy co bo nie wierze? -zaczął sie śmiać - Celine ma kogoś szybciej ode mnie. O kurka.
-to mój mis matołku -trzeplam go lekko w ramie i sie zaśmialiśmy.
Wsiadlam i zapielam pasy. Ruszyliśmy w stronę miasta. W drodze dużo rozmawialismy i dużo sie śmialiśmy. Przyznam, nie wiem czemu ale mi  się podobało. W radiu zaczęło lecieć "Faded" a my jak głupki zaczęliśmy od razu tańczyć i śpiewać piosenkę. I w dupie to ze jedziemy autem. Gdy skonczyla sie piosenka właśnie dojezdzalismy na parking galerii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz